wtorek, 25 września 2012

biegun

dziewczyny oglądają globus.
Gosia: - a co tu jest?
Ja: - biegun
Hania: - a co to jest biegun?
Ja: - taki czubek ziemii.
H: - nie, wiem, to się nazywa biegun bo tam wszyscy  biegają!

niedziela, 19 sierpnia 2012

ciasto

dziś rano. piekę ciasto. gośka przychodzi pomagać. układa śliwki na cieście (z TEGO przepisu). w pewnym momencie pyta (naśladując paluszkami ruch sypania czegoś na ciasto):
- a zrobimy KLUSZYNTE? (znaczy: kruszynkę)

środa, 1 sierpnia 2012

piątek, 1 czerwca 2012

dla dzieci

nie jestem mistrzem wymyślania życzeń, ale takie ładne dostałam dziś mailem od misia endo, że pożyczam je sobie dla moich dziewczynek (z małą moją modyfikacją na końcu):

uśmiechu na buzi, ciasteczek na stole,
przyjaciół cudownych i samych piątek w szkole!
bajek na dobranoc i snów kolorowych
i jeszcze gwiazdki z nieba, i samych dni różowych
niech spełnią się wszystkie marzenia wspaniałe,
te bardzo duże i te bardzo małe!

a tu ciasteczka od mamusi :)

razem wycinałyśmy i piekłyśmy, ale dekoracja to już  moja niespodzianka dla nich

wtorek, 29 maja 2012

Sprawa zasadnicza

Jakoś mniej więcej tydzień temu. Rano. Robię w kuchni śniadanie, Hanka bawi się w małym pokoju nowym zestawem lego - domkiem jednorodzinnym, który Gosia dostała na urodziny . Wołam ją. Nie przychodzi. Wołam znowu (ze dwa razy). W końcu wchodzi do kuchni:
- Czytałam konstytucję domku.
- Konstytucję?!?
- No, jak to trzeba złożyć...
:D

sobota, 19 maja 2012

celna uwaga

w czasie powrotu znad morza. hanka rozmawia z tatą:
h: - ile byliśmy nad morzem?
t: - trzy tygodnie.
h: - a ile byliśmy na wakacjach z szymkiem? (syn naszych przyjaciół, z którymi od czterech lat jeździmy na wakacje)
t: - dwa tygodnie.
h: - a dlaczego tutaj tak długo?
t: - bo przyjechaliśmy dla zdrowia, tu jest zdrowe powietrze.
h: - to dlaczego mamy gluty?

czwartek, 17 maja 2012

jak nie urok, to...


znacie to powiedzenie, nie? ja niestety przerobiłam je (dosłownie) w praktyce na naszym wyjeździe. w zeszłym roku żałowałam, że już po trzech tygodniach wyjeżdżamy. w tym roku właściwie to się cieszę. już chciałabym być w domu.

zaczęło się po tygodniu pobytu. przyjechaliśmy w nocy z soboty na niedzielę (28 na 29 kwietnia) a już w piątek byliśmy z dzieciakami u lekarza. właściwie jeszcze nie było tragedii, ale kalina i gośka kasłały, kalinie jakby miały zacząć ropieć oczy... wolałam przed weekendem pokazać je lekarzowi. na szczęście coś mi kazało poszukać lekarza na nfz (jakbym wiedziała, że na jednej wizycie się nie skończy). lekarz powiedziała, że nie ma się do czego przyczepić. w poniedziałek wróciłam z kaliną po krople do oczu. w środę po antybiotyk :((( kalina od wtorku przez trzy dni miała gorączkę powyżej 38 stopni i nie mogłam jej zbić. w pewnym momencie na sam widok czopka czy strzykawki z syropem zaczynała płakać. w nocy (już po pierwszej dawce antybiotyku) temperatura doszła do 40 stopni. w czwartek po południu zaczął działać antybiotyk i gorączka spadła. za to w piątek hanka zaczęła brzydko kasłać i znowu wizyta u lekarza. na szczęście to się nie rozwinęło. ale byłoby za dobrze, jakby się na tym skończyło, nie? jak już przeziębienia się skończyły, to hanka rozbiła sobie głowę. na szczęście okazało się, że to tylko starta skóra, ale krwawienia nie można było zatamować. następnego dnia gośka skakała po łóżku, przewróciła się i przygryzła sobie dolną wargę. do krwi oczywiście. a dwa dni później wieczorem zwymiotowała do łóżka i następnego dnia rozwolnienie i bóle brzucha. oczywiście kolejna wizyta u lekarza... ja chcę do dooooomu!

jeszcze nie dodałam, że to wszystko działo się głównie po wyjeździe darka do pracy (z pięciu wizyt u lekarza zaliczył ze mną dwie, kalina gorączkowała już jak go nie było) i teraz jak już wrócił, dziewczynki są już zdrowe. na szczęście mama do mnie przyjechała przed jego wyjazdem.


relacjonowałam mu wszytko na bieżąco telefonicznie i na skype. i w apogeum tych chorób dostałam od niego taki link:
http://bachormagazyn.pl/2012/05/10/superporadnik-wczesnego-beznadziejstwa-13-traum/
z dopiskiem "patrz punkt 7"
uprzedzam - czytane w dużej ilości na raz nie jest śmieszne. ale jak przeczytałam punkt 7 to pomyślałam "byli tu, czy co?"